
POMÓŻMY POWODZIANOM !
Pomóżmy powrócić na nowo do życia tym wszystkim, którzy ucierpieli od strasznej powodziowej klęski jaka ostatnio nawiedziła nasz kraj. Niech zdecydowanie uwierzą, że nie zostali sami ze swoimi tragicznymi doznaniami i problemami przerastającymi wielokrotnie ich siły oraz możliwości, a także niech zauważalnie odczują naszą pomoc i bratnią solidarność, jako dowód na to, że stanowimy jedną, wielką i jednocześnie zjednoczoną, polską rodzinę.
Główne drogi wsparcia:
· Polska Akcja Humanitarna · Polski Czerwony Krzyż · Caritas Polska
Miej serce dla bezdomnych ludzi i zwierząt !
Teraz mamy jeszcze lato, ale wnet przyjdzie jesień i sroga zima - pora słoty, śnieżyc i niskich temperatur. Jeżeli uczulimy swoją wrażliwość możemy wśród nas dostrzec tych, którzy są słabsi i mniej zaradni od innych, tych którzy potrzebują pomocy aby przetrwać ten gorszy dla nich czas. Starajmy się więc o nich zadbać chociażby w ramach tych najskromniejszych nieraz, własnych możliwości. Pamiętajmy wtedy również o bezdomnych, głodnych i zmarzniętych zwierzętach, które bez naszej pomocy nie są czasem w stanie nawet przeżyć tej pory roku. Miejmy dla nich wszystkich otwarte serca i podzielmy się ciepłem oraz jedzeniem. Nie pozostawiajmy ich na pastwę złego losu. Pamiętajmy, że nie jesteśmy sami na tym ziemskim globie.
Administrator serwisu www.mojwroclaw.com
W uzupełnieniu:
Wprawdzie, jak zwykle to bywa, po zimie przyjdzie ciepła wiosna, a po niej znów gorące lato, lecz chcielibyśmy aby nasz powyższy (zimowy) apel skutkował nadal wzrostem ludzkiej troski o los bezdomnych zwierząt.
Nie zapominajmy więc o nich nawet wtedy gdy wydaje się nam, że w słoneczne, ciepłe dni nasza ingerencja jest im już niepotrzebna, że poradzą sobie same w zdobyciu żywności i bezpiecznego schronienia.
Otaczajmy je nadal, przy każdej okazji, przyjazną atmoserą i starajmy się im zawsze pomagać gdy potrzebę takiej pomocy dostrzeżemy.
A przy okazji pewien epizod z życia wzięty.
O psach bez rodowodu Gdy do życia powołał je zew natury i zrodzone zostały nie z ludzkiego wyrachowania lecz ze zwyczajnej psiej miłości, ludzie nazwali je upokarzająco kundlami. A pomyślmy o tym ilu wśród nas - ludzi, jest naprawdę wspaniałych bękartów.
Oto krótka historia, którą opowie Wam jeden z porzuconych, bezdomnych psiaków Jestem niewielkim kundelkiem, ubarwionym w biało - czarne łaty, mam za sobą niespełna rok życia i już spory bagaż złych doświadczeń. Moi poprzedni właściciele nie mieli dla mnie litości i najzwyczajniej w świecie wyrzucili mnie na tak zwany bruk, bo pewnie im się znudziłem lub byli mną rozczarowani gdy okazało się iż nie jestem rasowym owczarkiem czy też pięknym, wysmukłym dobermanem. Znalazłem się w obcym dla mnie otoczeniu, w obcym mieście, w miejscu gdzie nie było też dla mnie wolnego miejsca i gdzie nie wszyscy chcieli mnie w swoim sąsiedztwie widzieć. Musiałem też podjąć tam swoje pierwsze walki o przetrwanie, bo przeciwko mnie byli również moi psi rodacy, dla których byłem przecież zwykłym intruzem, który wtargnął na ich teren. I wtedy stał się prawdziwy cud - któregoś dnia gdy głód przycisnął mnie do ziemi, przystanął w pobliżu mojego legowiska taki niewielki samochód i miła pani podała mi miskę pełną jedzenia - prawdziwego, dobrego, ciepłego jedzenia, którego nikt mi nie mógł teraz zabrać, bo ona cały czas przy mnie cierpliwie stała. I potem było tak codziennie, przez wiele wiele dni i tygodni. Ale co dobre nie mogło trwać wiecznie i gdy pewnego dnia, chroniąc się przed chłodnym wiatrem i ulewnym jesiennym deszczem, wtuliłem się pomiędzy ogrodzenie, a krzaki żywopłotu, w miejscu które upatrzyłem sobie za mój dom, spłynęła na mnie nagle struga zimnej wody wylana przez właścicielkę posesji, dla której przecież byłem też nie pożądanym gościem. Pozostawiona dla mnie przez tamtą cudownną panią miska, wylądowała w pojemniku na śmieci, co upewniło mnie, że mój lepszy czas dobiegł końca. Nie uwierzycie, ale był jeszcze ciąg dalszy tego prawdziwego cudu i obecnie mam już swój wymarzony, przepiękny nowy dom, gdzie nie brakuje mi jedzenia ani ciepłych rąk, które mnie każdego dnia głaskają i do których mogę się bez obawy przytulić. Nowa moja pani ma w swoim domu wielu innych moich krewniaków, ale pomimo to znalazła dla mnnie miejsce i myślę, a nawet jestem pewien, że kocha mnie tak samo jak tamte, które wprawdzie nie zawsze są dla mnie wyrozumiałe i przyjacielsko nastawione, ale powoli do mnie się przyzwyczajają. Wydaje mi się więc, że z pewnością wygrałem los na tej loterii życia. Ach bym zapomniał - mam teraz nowe i bardzo ładne imię "Vito" (tak jak ten Corleone), które otrzymałem ponoć w nagrodę za to, że chociaż jestem mały, byłem przecież bardzo dzielny walcząc o swój byt.
Wasz, szczęśliwy teraz Vito !
admin, 04-12-2010, odsłon: 1550
|